Pogrzeb Zbigniewa Wodeckiego – odszedł wielki człowiek, wielki głos, wielki muzyk.

Zbigniew Wodecki zostanie pochowany w Krakowie

Odszedł wielki człowiek, wielki głos, wielki muzyk. Trzydziestego maja Zbigniew Wodecki zostanie pochowany w rodzinnym grobowcu, a nie w krakowskiej Alei Zasłużonych, jak zapowiadano. Jego nagła śmierć to kolejne odejście osoby, która wiele znaczyła dla polskiej muzyki i kultury. Wszyscy przeżywają to równie mocno, bo przecież Zbigniew Wodecki śpiewał dla każdego. Zawsze tak samo pięknie…

Całą duszą za muzyką, aż do śmierci

Serca Polaków Zbigniew Wodecki zdobywał sobie od pokoleń, już wśród najmłodszych słuchaczy. Dzieci kochały go za słynną „Pszczółkę Maję”, a gdy wyrastały, doceniały za wspaniałe piosenki i świetne koncerty. Zbigniew Wodecki był człowiekiem, w którego żyłach płynęły melodie. Wyrażał je na różne sposoby. Był znakomity skrzypkiem i trębaczem oraz utalentowanym wokalistą. Jego koncerty przyciągały tłumy ludzi, którzy szaleli na punkcie sympatycznego jegomościa z bujną czupryną. Wodecki był charyzmatyczny, rozpoznawalny i pełen energii. Ciężko pracował na swój sukces i nie spoczywał na laurach. W wywiadzie dla czasopisma „Anywhere” powiedział kiedyś:

Od lat mam tak, że jak gram w Zielonej Górze, to na drugi dzień mam koncert w Iławie, 400 kilometrów dalej. Albo w południe gram w Tucholi, a wieczorem w Ludźmierzu pod Nowym Targiem. Tak mi się układa. „Panie Zbysiu, zagra pan u nas?”. „Dobrze”. A potem patrzę, rany boskie, przecież tam jest 650 kilometrów. Nauczyłem się tak jeździć przez lata.[„Anywhere”, 8/2015]

Takie słowa Zbigniew Wodecki wypowiedział w sierpniu 2015 roku, by zaraz potem dodać, że dopiero wtedy, po kilkudziesięciu latach kariery, poczuł pewność na scenie. A przecież za takie przeboje, jak „Chałupy”, „Pszczółka Maja”, „Zacznij od Bacha” „Z tobą chcę oglądać świat”, czy „Teatr uczy nas żyć”, słuchacze nosili go na rękach. Zbigniew Wodecki zawsze był na czasie, jeszcze za życia stając się ikoną i symbolem klasy w swoim zawodzie.

Człowiek „samograj”

Trudno jednoznacznie określić Wodeckiego jako muzyka. Instrumentalista, wokalista, aranżer, kompozytor. Kochający scenę i publiczność, do samego końca. Jako juror w programie „Taniec z gwiazdami” dał się poznać jako ciepły człowiek z poczuciem humoru. To przypieczętowało jego pozytywny wizerunek w mediach. W branży mówiono o nim „przepiękny samograj”. Potrafił nie tylko pięknie śpiewać, ale mówić, jak na wulkan energii przystało.

Śmierć Zbigniewa Wodeckiego – jesiennych koncertów już nie usłyszymy

Nagłe pogorszenie stanu zdrowia przyszło w maju tego roku. Piątego maja artysta przeszedł operację wszczepienia bypass-ów. Niedługo potem manager Zbigniewa Wodeckiego potwierdził, że muzyk miał udar mózgu. Kilka dni później na stronie artysty pojawiła się informacja:

Mimo niezwykłej woli życia i starań lekarzy udar dokonał nieodwracalnych obrażeń. Odszedł od nas w dniu 22 maja w jednym z Warszawskich szpitali. Żona i dzieci byli przy nim. Zostanie pochowany w ukochanym Krakowie.[wodecki.pl]

Początkowo prezydent Krakowa informował, że Zbigniew Wodecki spocznie w krakowskiej Alei Zasłużonych. Jednak zgodnie z wolą najbliższych, pogrzeb odbędzie się trzydziestego maja o godzinie czternastej, na cmentarzu Rakowickim w Krakowie. Ciało artysty zostanie pochowane w rodzinnym grobie.

Liczyła się tylko muzyka

Zbigniew Wodecki kochał muzykę i życie w trasie. Błędem jest pamiętać go tylko za kilka przebojów. On sam był klasą, a swoją miłość do dźwięków pielęgnował od piątego roku życia. Na swoich koncertach był showmanem. Przemawiał, śpiewał, grał, zabawiał publiczność ze smakiem i wyczuciem. Dawał ludziom to, za czym tęsknili. Piękne melodie, wspomnienia, kawał opowieści, przekazywanych w dźwiękach i anegdotach. Śmierć, która zabrała go w wieku sześćdziesięciu siedmiu lat, przyszła nagle. Jeszcze tej jesieni miał wyruszyć w trasę koncertową zatytułowaną „Mój jubileusz”.